Figa i Stefan

Dziś Światowy Dzień Kota, a więc kocie święto. A czy koty o tym wiedzą? Szczególnie te bezpańskie, których nikt nie chce? Na moim osiedlu dawniej koty mogły mieszkać w piwnicach bloków. Były wybite w betonowych ścianach piwnic małe okienka którymi koty wchodziły do środka. Od kilku lat to się zmieniło. Okienka zamurowano, koty wyrzucono na ulicę i nawet zimą ludzie nie chcą wpuszczać kotów na klatkę schodową (bo smród i zarazki). Nie mają więc nasze osiedlowe kotki lekko. Szczególnie zimą. Im święto nie w łebku. Walczą o przetrwanie żywiąc się po śmietnikach i szukając ciepła pod samochodami które nagrzane zjechały właśnie na parking. Byle do wiosny.

            Bardzo lubię koty i strasznie mi ich żal, ale przecież wszystkich nie przygarnę do mieszkania w bloku. Mam zresztą dwa. A oto one:

Figa to dziesięcioletnia kociczka przyniesiona przez męża z piwnicy w czasach, gdy koty jeszcze tam mieszkały. Miała kilka miesięcy i bardzo chciała mieć swój dom u ludzi. Ona po prostu wybrała sobie męża na właściciela.

Bardzo wrażliwa i delikatna. Dama w każdy calu. Uwielbia robić mi psikusy chowając się w różnych dziwnych miejscach (najchętniej w którejś z szaf albo w szufladzie kanapy) i nie reaguje gdy ją szukam i nawołuję, po to żeby za jakiś czas zjawić się znienacka gdy jest pora posiłku. Latem lubi przesiadywać na balkonie w którejś z doniczek z kwiatkami.

            Stefan to pięcioletni kocurek którego przyniosła najstarsza wnuczka. Miał rok jak się u mnie zjawił. On jest niby wnuczki, ale skoro mieszka u mnie? Przesympatyczne, towarzyskie stworzenie które uwielbia mi przeszkadzać gdy akurat coś robię i nie mam dla niego czasu. Nie da się go łatwo spławić. Zaczepia łapką prosząc o pieszczotę. Lepiej więc mu ustąpić Gdy dostanie swoją porcję karesów to dopiero odpuszcza i zostawia mnie w spokoju. Uwielbia chować się do toreb podróżnych (jeśli akurat takowe są na wierzchu) i tekturowych pudeł. Bardzo chciał się zaprzyjaźnić z Figą, ale ona nigdy go nie zaakceptowała. Od czasu do czasu zdarzają się więc między nimi krótkie spięcia. Zwłaszcza Figa – gdy Stefan podejdzie za blisko wyraża swoją dezaprobatę fukając i parskając.

Była tylko jedna sytuacja, gdy Figa stanęła na wysokości zadania w obronie gatunku. W dniu w którym Stefan zjawił się u nas w domu wszyscy, czyli ja, Figa i Mika (o Mikusi było wcześniej) zebraliśmy się w pokoju żeby przywitać przybysza. Mika, z początku spokojna, nagle z wielkim ujadaniem rzuciła się na nowego kotka. I stało się coś niebywałego. Nieśmiała, wycofana Figa z sykiem wskoczyła Mikusi na grzbiet i dosłownie wyjechała na niej z pokoju………. no bo Mika zszokowana tym atakiem dała nogę. Od tej pory Mika nigdy nie zaczepiała Stefka. Żyją w zgodzie i nawet czasami się bawią.

Jest powiedzenie o wiecznie kłócących się ludziach, że „żyją jak pies z kotem”. U mnie na odwrót. Koty się „kłócą” miedzy sobą, a z psem żyją w zgodzie.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s