Dlaczego?!!

Wczoraj miałam napisać lekki, o wiosennym zabarwieniu post, stąd zdjęcia z tymi pięknymi kwiatami. Fajnie się zaczęło, ale musiałam się oderwać, bo psinka zaczęła sygnalizować, że na nią już pora………. Jak mus, to mus. Postanowiłam, że będę kontynuować jak wrócimy ze spaceru. No i jak wróciłyśmy, to wenę diabli wzięli. Byłam tak wściekła, że ciąg dalszy byłby daleki od pierwotnych założeń i w dodatku pełen inwektyw.

Dziś będzie inny temat, ale zdjęcia tych pięknych wiosennych kwiatów zostawiam na pocieszenie, że są na moim osiedlu urocze miejsca, gdzie ludzie ze swoimi psami nie mają wstępu. Są to przyblokowe ogródeczki ogrodzone niskimi płotkami, a w tych ogródeczkach od wiosny do jesieni cieszą oko kwitnące kwiaty. Nie jest to widok nagminny, bo na ok. trzydzieści bloków, tylko kilka za sprawą swoich mieszkańców otoczonych jest kolorowymi wysepkami i dlatego lubię pójść na spacer w tamtym kierunku żeby nacieszyć oko i duszę. A reszta? No cóż…… Im większy blok, tym gorzej.

Ale po kolei. Co mnie tak wczoraj wyprowadziło z równowagi? Otóż, jak tylko wyszłam z klatki na chodnik, od razu poślizgnęłam się na psim gównie. Pośrodku chodnika, metr od wejścia do bloku jakiś prymityw zostawił to, co jego pies narobił. Szlag mnie trafił. Było ciemno. Nie zauważyłam. Zresztą czy ja robiąc dwa kroki od drzwi wejściowych mogłam się spodziewać takiej „niespodzianki”?  Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, skąd u mieszkańców mojego osiedla (chyba nie tylko mojego) taka awersja do sprzątania odchodów po swoich pupilach. Z pozoru kulturalni ludzie spacerując ze swoimi podopiecznymi celowo chyba w tym czasie obserwują niebo udając, że nie wiedzą jak pies się załatwia gdzie popadnie. Wstydzą się schylić żeby posprzątać, czy brzydzą? Teraz, gdy nie ma już śniegu, a trawa jeszcze nie urosła aż rzuca się w oczy ile „tego” jest wzdłuż chodników. A spróbuj zwrócić uwagę. Obraza majestatu. Byłam świadkiem, jak właściciel labradora na grzeczną prośbę żeby sprzątnął to, co jego pies zostawił, zareagował tak chamską agresją że przysłowiowy szewc, to przy nim pikuś.

Jakiś czas temu stałam na balkonie, i miałam okazję zaobserwować,jak pani z bloku naprzeciwko wychodziła na spacer ze swoim dużym psem. Zatrzymała się w drzwiach i pozwoliła, żeby pies wysikał się na ścianę wiatrołapu. Zrobiła dwa kroki do przodu, tyle że pies dosięgnął trawnika po drugiej stronie chodnika i spokojnie czekała aż zrobi „resztę”, po czym zawróciła do domu. To niestety jeden z licznych bloków, gdzie wzdłuż „kwitną” kwiatki szczególnej odmiany. DLACZEGO LUDZIE TAK POSTĘPUJĄ?! Jak dużo czasu musi jeszcze upłynąć, żeby zrozumieli że to świadczy o ich braku kultury osobistej.

Dorośli to pokolenie stracone dla tej sprawy. Nie mają nawyku i nie czują potrzeby utrzymania czystości na osiedlu w tym zakresie. Nie uczą więc tego swoich dzieci. Widzę przecież jak dzieciaki hasają ze swoimi pieskami po trawnikach i pozwalają im na to samo, co ich rodzice. I koło się zamyka. Rośnie kolejne pokolenie ignorantów, które wzorem rodziców udaje, że nie widzi……. Czy to się kiedyś zmieni? Mnie się wydaje, że jedyna skuteczna metoda, to edukacja od najmłodszych lat. Od przedszkola poprzez szkołę podstawową. Dużo pogadanek i akcji uświadamiających, żeby już małym dzieciakom zakodowały się wzorce właściwego postępowania. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie…………

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s