Umiesz liczyć, licz na siebie………

Dziś był taki piękny dzień, a ja prawie cały spędziłam przy maszynie do szycia. Miałam kilka przerw na spacery z psinką. Resztę czasu szyłam.

Dorabiam sobie w ten sposób do emerytury. Robię drobne poprawki. Skracam, wydłużam, zwężam, poszerzam, wstawiam, przerabiam i poprawiam po zawodowych krawcowych. Czasami dam się uprosić i uszyję coś od podstaw, choć rzadko. Nie mam już cierpliwości. No i oczy nie te.

Jestem amatorką, ale dobrą w tym, co robię, więc klientek mi nie brakuje. Są to koleżanki i sąsiadki. Wpada jedna z drugą i już od progu woła, że ona potrzebuje na już. Najlepiej na przedwczoraj. Bo imieniny, urodziny, ślub, komunia………. i nie ma się w co ubrać. To skurczyło się w praniu i zrób tak, żebym wyglądała jak modelka – mówi do mnie kobietka o parametrach Doroty Wellman. Biorą mnie pod włos komplementami – „bo nikt mi nie zrobi tego, tak jak ty”. Ostatnio rozbroiła mnie koleżanka, która przyszła niespodziewanie z ciuszkiem, który oczywiście powinien być gotowy tydzień temu i prośbą, żebym się zaraz za to wzięła argumentując: „zobacz, to taka drobna przeróbka – chwila, moment i gotowe – co to dla ciebie”.

Trochę się zirytowałam, bo powiedziała to osoba, o której mąż mówi, że do niedawna nie umiała przyszyć guzika do koszuli. Poprosiłam ją więc, że skoro to „chwila, moment”, to się umówimy, przyjdzie do mnie i będę to robić przy niej. Przychodziła przez trzy dni na kilka godzin i dopiero dotarło do niej, ile pracy trzeba było włożyć, żeby ta jej kreacja nadawała się do założenia.

Nie będę wchodzić w szczegóły, ale ktoś, kto ma trochę pojęcia o szyciu, wie jakie to jest pracochłonne zajęcie. Szczerze mówiąc mam już serdecznie dość i chętnie rzuciłabym w diabły to dorabianie, ale na chwilę obecną jeszcze nie mogę sobie na to pozwolić. Emerytura wystarcza mi na bieżące opłaty i skromne utrzymanie, ale odłożyć nie ma z czego. Muszę mieć dodatkowych parę groszy, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie następny dzień. Mieszkanie po remoncie, ale część wyposażenia ma swoje lata i w każdej chwili może coś się popsuć. Zresztą na bieżąco bez przerwy coś nawala. Co mogę, naprawiam sama, ale pewne rzeczy muszę zlecić i zapłacić.  Skąd wtedy na to wezmę? Nikt mi nie da jak sobie nie zarobię. Niestety, w moim przypadku, osoby samotnej, przysłowie z tytułu jest bardzo aktualne. Dorabiam więc, i proszę Boga aby tylko zdrowia starczyło.

Tylko jak długo jeszcze? Tusk byłby ze mnie dumny.

Reklamy