Nic na siłę

Takie piękne chmury i ani kropli deszczu.

Zastanawiałam się ostatnio nad sensem codziennego pisania notek (według blogerzy radzą – ukłon w stronę Caffe). Argument o nabraniu nawyku otwierania komputera nie przemawia do mnie, bo go (niestety) mam. Zajrzeć do kompa, nie oznacza jednocześnie chęci napisania czegokolwiek. Widzę jednak sens w codziennym pisaniu. Przynajmniej w moim przypadku. Niekoniecznie żeby zaraz do publikacji. Ot, wprawki w tworzeniu fabuły i zdań. Pozwoliło by mi to być może na sprawniejsze opanowanie umiejętności przetwarzania haosu myślowego na słowo pisane, i tym samym skróciło czas tworzenia.

Wiśta wio, łatwo powiedzieć. Gorzej z realizacją. Systematyka w działaniu nigdy nie była moją mocną stroną. Najlepiej wychodzą mi zrywy (i to te w ostatniej chwili). Akurat w przypadku pisania bloga jest to wada, bo tu się liczy systematyczność publikacji wpisów jeśli chce się mieć choćby najmniejsze grono stałych „zaglądaczy”. Przekonałam się o tym w ubiegłym tygodniu, kiedy to ze względu na stan zdrowia nie miałam nawet siły, ani ochoty podnieść klapę od laptopa. Żeby nie mieć zbyt dużej przerwy między postami, skorzystałam z chwilowej poprawy samopoczucia i wrzuciłam tekst napisany kiedyś tam………

A propos mojego zdrowia. Kiedy w okresie „wysypu” grypy wszyscy wokół mnie chorowali, i ja przechwalałam się jaka to jestem odporna i nic się mnie nie ima, to teraz jakieś wredne bydlę (wirus) upomniało się o mnie. Przyatakował w ub. niedzielę. Ból mięśni, kości, temperatura, nudności, zawroty głowy. Zaaplikowałam odpowiednie prochy, ale je olał.

Noc ciężka, więc zdecydowałam w poniedziałek rano, że pójdę do lekarza. Zadzwoniłam do przychodni coby się zarejestrować, a tu nie nie ma lekko. Pani z rejestracji mówi mi, że nic z tego. Proponuje następnego dnia. Przekimałam cały dzień, a nazajutrz już nie poszłam, bo mi się troszkę polepszyło. Tak mi się przynajmniej wydawało z rana. Znów przespałam cały dzień, a w środę doszłam do wniosku, że teraz, to ja mam już z górki (brak gorączki) i nie będę się wygłupiać z lekarzami. Zostało osłabienie i kaszel, ale na ten drugi, aplikuję sobie naleweczkę z bazi sosnowych. Od środy tak mniej więcej co godzinę, lub dwie, łyczek z gwinta. Zostało jeszcze pół butelki, więc jak pokaże się dno, to powinnam być zdrowa jak ryba. Do następnego razu. Bo złapałam się na tym, że ja tak mam co kilka miesięcy, tylko jak mi już przejdzie, już o tym nie pamiętam. To chyba nawet dobrze?

 

Reklamy

6 myśli na temat “Nic na siłę

  1. Oj to przede wszystkim życzę zdrowia! To najważniejsze, a notki i klapa od laptoka niech sobie czekają na lepsze czasy:)) I wyobraź sobie, że po mojej stronie Wisły też nie padało. Za to przeżyłam trzy zlewy w Lublinie, więc w sumie się wyrównuje:)

    Polubienie

  2. Dzięki, dzięki :-))). Z każdym łyczkiem naleweczki czuję się coraz lepiej. Ten wstrętny wirus nie lubi chyba aromatu mojej sosnóweczki, więc ucieka ode mnie w przyśpieszonym tempie. Byle nie przeniósł się na moich najbliższych. W ostatnich prognozach pokazywali, że opady idą od wschodu, więc skoro dotarły już do Lublina, to pewnie dotrą również do Warszawy. U nas trawy już żółkną od tej suszy, więc z jednej strony, choć ta cudowna, wiosenna pogoda cieszy, to z drugiej martwi, bo brak wilgoci zahamuje rozwój owoców i warzyw. Pozdrawiam cieplutko.

    Polubienie

  3. Mój telefon pokazuje, że od jutra przez cztery dni z rzędu ma u nas padać. Jak będzie, to się zobaczy, ale pogodynki też mówią o ochłodzeniu i deszczu, który jak nic jest potrzebny 🙂

    Zdrówka Kochana, dobrze, że już jest lepiej! A naleweczka skuteczna 🙂

    Co do pisania, jakbyś spojrzała w moje archiwum, to były miesiące, gdzie napisałam jedną, dwie notki abo i wcale. Teraz piszę częściej, bo mam więcej czasu, choć to tylko tak pozornie wygląda, gdyż kiedyś siadałam do notki, pisałam i publikowałam- miałam mobilizację czasową- a dziś najczęściej mnie od niej coś odrywa, rozprasza i tak czasem kokpit jest otwarty przez cały dzień. Tak to jest, że mogąc w każdej chwili usiąść do pisania, to pisanie rozwleka się w czasie ;ppp Paradoks.

    I szczerze? wolę jednak spontaniczne teksty niż takie wygładzone. Blogi to życie- ja takie lubię najbardziej. Literaturę mam w książkach 🙂 I nie ma co wpadać w kompleksy, no chyba, że się chce dostać jakąś nagrodę albo zarabiać na blogu 🙂 Bo czytelnicy zawsze się znajdą, a zaprzyjaźnieni blogerzy nie opuszczą.
    Uściski 🙂

    Polubienie

  4. Dzięki za wsparcie. Zaczęłam czytać Twojego bloga od początku, ale daleko mi do końca. Podoba mi się styl w którym piszesz. Jesteś naturalna – bez zadęcia. Każdy musi odnaleźć swoją drogę i mam wrażenie, że ja wciąż szukam. Kurczę pieczone! W moim wieku jeszcze nie do końca wiem czego chcę? Chyba jednak to dobrze, bo może przynajmniej moja dusza nieprędko się zestarzeje. Całuski :-)))))))))

    Polubienie

    1. O mateczko,
      zawsze podziwiam tych, których chcą przedrzeć się przez moje archiwum.
      Dziękuję :*
      ja nawet nie wiem jaki mam styl, bo piszę od się i bardziej tak dla się…i powiem szczerze, że jak czasem przeczytam w komentarzu, że kogoś zachwycił tekst, to czuje oprócz wzruszenia, zażenowanie i niedowierzanie.
      I niech się ta dusza nie starzeje, no!
      Buziaki.

      Polubienie

      1. O tym, że to co piszesz jest fajne, świadczy ilość gości odwiedzających cię i komentujących. Ja też tak mam, że jak się komuś mój wpis podoba, to czuję takie miłe ciepełko, ale jednocześnie ogarnia mnie strach, że następnym razem mogę zawieść czytelników.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s