Maj to śpiew ptaków i ryk wiertarki

Maj……., maj……., maj…….

O maju można w nieskończoność. Bo to najcudowniejszy miesiąc z dwunastu w roku.

Maj….. wczesne wschody słońca i późne zachody. Wreszcie ciepło bez większych wahań temperatury. 25 stopni w dzień i 10 w nocy, to dla mnie ideał. Nie za dużo, nie za mało, a w sam raz. Tylko w maju powietrze jest tak przeźroczyste jak w żadnym innym miesiącu, i rześkie jak łyk wody źródlanej.

Maj, to śpiew ptaków szczególnie nad ranem, co jest jednym z przywilejów mieszkania na obrzeżach miasta. W centrum tego nie mają.

Maj, to feeria barw i zapachów. Najwięcej pachnących drzew i krzewów kwitnie w maju. Dopiero przekwitł bez i akacja, a już rozwija się jaśmin i dzika róża.

Maj, to sama przyjemność zażywania częstych spacerów z psinką. Dużo zdrowego ruchu, aromatoterapia i inhalacja zarazem. Czegóż więcej chcieć.

 

 

Maj, to tęcza na niebie po deszczu, i piękne zachody słońca z chmurami jak pianka jagodowo-truskawkowa. I choć te zjawiska przyrody występują przecież przez cały rok, to szczególnie w maju wzbudzają mój zachwyt swoją świeżością i intensywnością barw.

Maj, to miesiąc miłości, więc nikogo nie dziwią tulące się do siebie pary młodych ludzi. No…….. nie do końca. Trochę się zdziwiłam, jak zobaczyłam w samo południe parkę na ławeczce w centrum osiedla w pozycji niemal horyzontalnej i w dodatku ona na nim.  Ech, chyba nie nadążam.

I żyło by mi tutaj sielsko-anielsko, gdyby nie parę dodatkowych odgłosów, które psują ten idylliczny obrazek, przypominających mi codziennie, że mieszkam na osiedlu składającym się z kilkudziesięciu bloków zamieszkałym przez kilka tysięcy ludzi. Ludzi o różnych potrzebach, zwyczajach i upodobaniach.

Do potrzeb należy niewątpliwie remont mieszkania. Gdy nadchodzi maj, co najmniej kilku właścicieli mieszkań niemal w tym samym czasie zaczyna kucie, rycie, wyburzanie i przestawianie ścianek w swoich lokalach (w moim bloku aktualnie dwóch). Od miesiąca codziennie od rana do wieczora niesie się łomot, stukot i wycie wiertarek udarowych. Ja nawet nie mam im za złe tych odgłosów, bo to naturalne działania w trakcie remontu, ale moje uszy i mózg buntują się przeciw temu ciągłemu hałasowi i nic na to nie poradzę, że nie gustują w tego typu dźwiękach.

Późnym popołudniem milkną huki, i przez kilka godzin cieszę się ciszą. Tak mniej więcej do dwudziestej. Bo o tej porze zwabione ciepłym wieczorem zbiera się na ławeczce przed moim blokiem towarzystwo wzajemnej adoracji, czyli panowie spragnieni łyku świeżego powietrza i nie tylko. Siedzą sobie, gadają, głosy mają tubalne i donośne. W miarę upływu czasu jest coraz głośniej (to pewnie to świeże powietrze), a w dyskusji coraz więcej „przecinków”.

Ściemnia się, i panowie idą do domów. Chwila ciszy, i nagle rozlega się przeraźliwy dziewczęcy pisk, a potem śmiech. To następni amatorzy świeżego majowego powietrza tym razem pod osłoną nocy zjawili się na pobliskim placu zabaw dla dzieci. To, sądząc po głosach, młodzi ludzie płci obojga w wieku wczesno-młodzieżowym. Przychodzą dość często gdy już się całkowicie ściemni i ćwiczą nawiązywanie pierwszych relacji damsko-męskich. Dziewczyny śmieją się przeraźliwie i piszczą. Chłopcy bardzo zadowoleni z siebie rechoczą głosami świadczącymi o mutacji. Tak ok. 23-ej zaczynam się zastanawiać: co na to rodzice tych dzieciaków, że ich jeszcze o tej porze nie ma w domu. Czy ze mną jest coś nie tak?

Było o potrzebach, o zwyczajach, to jeszcze o upodobaniach. Jest w bloku obok, młody człowiek (chyba- młody, młoda?) – wielki miłośnik disco-polo. Uwielbia słuchać tej muzyki w otwartym oknie z głośnikami włączonymi na full. Potrafi maglować jeden i ten sam utwór w nieskończoność przez długi, dłuuugi czas. Mam pecha. Nie lubię tego rodzaju muzyki, a jeśli w dodatku wysłuchuję tego samego n-ty raz, to momentami żałuję, że nie jestem głucha.

No to sobie ponarzekałam. Przyzwyczaję się, bo przecież tak jest co roku. Te dodatkowe odgłosy dopiero się zaczęły i będą mi towarzyszyć z różnym nasileniem do jesieni. To są przecież normalne oznaki tętniącego życiem osiedla.

Kurczę, a jednak na te pół roku (od maja do października) najchętniej wyniosła bym się na wieś, gdzieś pod las, gdzie ciszę zakłóca tylko szum drzew i śpiew ptaków.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

5 myśli na temat “Maj to śpiew ptaków i ryk wiertarki

  1. nie zazdroszczę tych hałasów…
    ale i na wsi głos się niesie- bywają głośne grille, koszenie trawy o piątej rano…
    choć ja nie narzekam, bo to nie codziennie. Codziennie mam śpiew ptaków, szczekanie psów i pianie koguta 😉 idzie przywyknąć 🙂
    szczególnie że ani za ścianą, ani na dole czy górze nie ma się sąsiada- uważam to za luksus! 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. U nas w maju też było koszenie traw. Trwa to około tygodnia, bo trawniki jak łąki i wtedy jazgot kosiarek spalinowych niesie się między blokami konkurując z wiertarkami. Na szczęście zaczynają koło siódmej.

    Polubienie

  3. Piękna pogoda, okna na oścież otwarte i cały świat wciska się do nas tymi oknami. Skąd ja to znam? 🙂 Też mieszkam na osiedlu bloków, u mnie głównie dzieci hałasują. Przy ładnej pogodzie krzyczą pod oknami do późnego wieczora, ale to są radosne, pełne życia krzyki, więc łatwo wybaczyć. Panów i młodzieży brak, wielbicieli muzyki również, ale za to do południa najęta przez administrację firma odnawia płytki balkonowe w bloku na przeciwko. Tną materiał na części, wiertarki też mają w użyciu. I wołają do siebie wzajemnie z różnych balkonów. 😉 A dodatkowo, wystarczy, że nasza reprezentacja gra mecz na wyjeździe bądź u siebie, to nawet osoby niezainteresowane piłką nożną zostaną o tym poinformowane, bo całe osiedle aż huczy. A jak juź nasi strzelą golą, to własnych myśli nie sposób usłyszeć. 😉

    Polubienie

    1. Skoro na osiedlu jest dużo dzieci, a mało panów i młodzieży, to znaczy, że przeważają młode rodziny. Moje osiedle zestarzało się i dzieci jest mało. Zresztą krzyk dzieci mi nie przeszkadza, bo to naturalne że dzieci hałasują. Chyba, że któremuś nie chce się iść do domu poprosić o coś mamę, tylko stoi pod blokiem przez dłuższy czas i krzyczy wniebogłosy mamoooooo………., mamoooo………, mamooooooo……….. Mecze to normalka, ale mecze nie są codziennie. Pewnie zacznie się dziać jak rozpocznie się mundial. Mój sąsiad pode mną jest miłośnikiem piłki nożnej i jak jest mecz, to tak głośno i „soczyście” komentuje, że słyszę każde słowo.

      Polubienie

      1. Tak, młode rodziny przeważają, ale tylko w mojej części osiedla, wybudowanej na samym końcu (budowa 20 lat już się ciągnie i wciąż powstają nowe bloki). W pozostałych częściach mieszkają ludzie w różnym wieku. 🙂 Co do meczów, to za chwilę znów się zacznie, wszak Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2018 przed nami… 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s