Ploty, ploty, ploty, ploty…………………

Trzy lata temu, gdy zaczynałam pisać bloga napisałam co nieco o sobie. Zazwyczaj nikt czytający na bieżąco nie sięga tak daleko wstecz, więc napomknę że od pięciu lat jestem sama bo moja tzw „gorsza połowa” przeniosła się na zawsze do lepszego ze światów. Jestem sama i dobrze mi z tym. Przynajmniej na chwilę obecną. Nie zarzekam się że na wieczność. Być może kiedyś spotkam kogoś z kim zechcę być,ale póki co nie mam w planach i nie szukam w przeciwieństwie do niektórych moich znajomych co to biegają na potańcówki dla samotnych bo a nuż………..

Ja nie szukam, ale od czasu do czasu na horyzoncie pojawia się jakiś pan chętny do nawiązania bliższych kontaktów. W zależności od osoby daję twardy odpór, albo zbywam żartami. No i ostatnio trochę sobie przez żarty nagrabiłam. Od jakiegoś czasu zaczął do mnie robić podchody sąsiad z drugiej klatki. Z początku przeginał w ansach, więc jak go widziałam na osiedlu to starałam się jak najszybciej oddalić. Pan doszedł do wniosku że się go boję. Kilka dni temu zapukał do moich drzwi pod pretekstem…. Otworzyłam. Gadka-szmatka…..no i pozwoliłam sobie zażartować, że jak już, to mam tylu adoratorów że musi się do mnie ustawić w kolejce. Kurczę!!!!!!! Nie przewidziałam że gość nie ma poczucia humoru. Zdaje się że o tej „kolejce” wiedzą już wszyscy sąsiedzi bo jakoś tak dziwnie na mnie popatrują. Pierdzielę. Mieszkam tu już tyle lat i ludzie na tyle mnie znają, że w głupie ploty nie uwierzą (mam nadzieję). A pan ma u mnie krechę dożywotnią jak stąd do Warszawy (czyli jakieś dwieście kilometrów).

P.s. Zdaje się, że mój wykonawca – czyli pan Adam został uznany powszechnie za tego wybranego – „no bo kto to widział żeby remont tyle trwał”. Nie będzie ogłoszenia na klatce że nieprawda, bo co to kogo obchodzi.

Reklamy