Boję się i cieszę zarazem

Strach mi d..ę (pardon) ściska bo zbliża się godzina „zero”. Czas wielkiego bajzlu w moim mieszkaniu. Czas remontu. Zaczyna się w najbliższy poniedziałek. Przygotowywałam się do tego dnia od trzech lat. Od zakończenia remontu łazienki i wc. Popełniłam zresztą wtedy tekst na ten temat. Nie stać mnie było żeby odnowić całe mieszkanie na raz, więc teraz ponownie będę przeżywać horror mieszkania w domu przypominającym plac budowy. Bo to będzie remont generalny. Wymiana podłóg, tego co na ścianach i w ścianach (drzwi z ościeżnicami). Będzie więc sporo gruzu, tumany kurzu, no i wielki hałas (przynajmniej przez pierwsze dni). Tego ostatniego boję się najbardziej. Chodzi o reakcję sąsiadów. Taki się naród zrobił niecierpliwy i nerwowy. Gdy remontowałam łazienkę wpadł do mnie sąsiad z dołu z awanturą że mu się gruz sypie przez kratkę wentylacyjną. Nie wiem jakim cudem, ale mu się sypał i już (jego zdaniem). Zaoferowałam się, że pójdę i posprzątam to się nie zgodził. Jak zareaguje teraz? Strach się bać. W naszej klatce już prawie wszyscy wyremontowali sobie mieszkania (pan na dole też) i przez wiele lat musiałam się uzbroić w cierpliwość wsłuchując się w wielodniowe całodzienne odgłosy wiertarek, pił i młotów. Teraz przyszła kolej na mnie. Mieszkam tu od trzydziestu pięciu lat i ciągle mam na podłogach pod warstwami wykładzin i linoleów prl-owskie lenteksy. Ciekawe czy młodzi wiedzą co to jest lenteks? Pod tymi warstwami i lenteksem chrupie wykruszony beton. Czas to zmienić. Też chcę mieszkać jak „biały człowiek”. Postanowiłam więc, że zrobię sobie prezent na 65-te urodziny i już. Prezent kosztowny. To fakt, ale myślę że będę się z niego cieszyć do końca życia. Przyjemnie będzie mieszkać w odnowionym mieszkaniu a ten miesiąc bajzlu jakoś przeżyję.

Reklamy