Jak żyć panie premierze bez internetu w dzisiejszych czasach

Od mniej więcej miesiąca mój internet zachowuje się niczym Józek w piosence Beaty Kozidrak w której odgrażała się, że „nie daruje mu tej nocy”. Nie wiem jak często pojawiał się Józek i na jak długo znikał, za to mój internet pojawia się na chwilę i znika na bardzo, bardzo długo.

Wypunktowałam wszystkie możliwe przyczyny i zaczęłam śledztwo.

1. Najpierw pan Adam. Czy chowając kabel w tynk nie uszkodził go? Pan zaklina się że w ” życiu Romana”.

2. Lokalny serwer z którego usług korzystam. Dzwonię do właściciela. Twierdzi, że fizyczną niemożliwością jest.

3. Mój laptop. Dobrej klasy, ale swoje lata ma. Informatyk zrobił swoje (wyczyścił do zera twardy dysk, zainstalował nowe oprogramowanie) a internetu niet.

4. Ruter. Też ma kilka lat. Ma prawo siąść (sugestia informatyka). Poleciałam do sklepu, kupiłam nowy. Nic z tego.

5. Powrót do p.2. Właściciel łaskawie przychodzi i osobiście sprawdza. W jego obecności internet zachowuje się jak Józek, czyli pojawia się na chwilę i znika na amen w pacierzu. Pognał do serwera. Od wczoraj jest dobrze. Ciekawe jak długo? Nie chciałabym z niego rezygnować bo do tej pory było dobrze i niedrogo. Mam jeden warunek. Więcej wiary w słowa usługobiorcy i szybsza reakcja.

Swoją parą kaloszy nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło (czy jakoś tak). Mojemu sprzętowi i tak należał się remont generalny a ruter trzeba było co chwilę resetować, wiec przy okazji mam to z głowy. Moment tylko trochę nieodpowiedni gdy każdy grosz pochłania mieszkanie.

To by było dzisiaj na tyle, bo muszę się szykować do pracy. Jutro jak nic się nie zmieni mam nadzieję nadrobić zaległości w odwiedzaniu znajomych blogerów.

Reklamy