Pożegnanie na „fejsbuku”

          Minęło ponad dziesięć miesięcy od mojego ostatniego wpisu. To szmat czasu. Co się u mnie zmieniło? Niewiele. A w moim otoczeniu? Cóż – odeszła Pani której poświęciłam ostatni post. Choć była tylko moją sąsiadką, jej śmierć zabolała mnie bo należałam do grona osób które pomagały jej i mocno ją wspierały w walce z tym wrednym choróbskiem. Zabolały mnie również okoliczności w jakich przyszło jej się rozstawać z tym światem. Na szpitalnym łóżku, sama – żadne z dzieci nie przyjechało do kraju za jej życia. Nawet na pogrzeb nie wszystkie dojechały. Najukochańsza córka na którą matka najbardziej liczyła pożegnała mamę na „fejsbuku”. Nie ukrywam że mocno mnie to zirytowało. Był moment że miałam ochotę mocno ją na tym fejsbuku zrugać. Odpuściłam, bo pomyślałam sobie że i tak nie zrozumie o co mi chodzi.

To smutne. Czy rzeczywiście nadchodzą czasy, że bezpośrednie kontakty między bliskimi członkami rodziny zastąpi komunikator internetowy? Kilka zdjęć, kilka słów, jakiś krótki filmik. To wszystko? A gdzie dotyk ciepłej dłoni, oddech przy twarzy gdy całujesz bliską osobę w policzek, oczy błyszczące emocjami? Sto razy napisane słowa „kocham cię mamo (tato, córko, synu…) nie zastąpią słów wypowiadanych bezpośrednio, bo ich moc jest zwielokrotniona poprzez przytulenie się i czułość wypisaną na twarzy i w oczach. 

Tego na pewno zabrakło Tej, która samotnie umierała na szpitalnym łóżku. 

Reklamy