Bezdomni też ludzie

Siedzi sobie człowiek w ciepełku i ma dylemat: wyjść już teraz z Psinką,czy za jakieś pół godziny. Za teraz przemawia rozsądek, bo już na dworze jest zimno jak diabli (minus trzynaście plus ten obrzydliwy przenikający do szpiku kości wiatr powodujący, że odczucie temperatury jest jakby było minus dwadzieścia pięć). Za pół godziny może być jeszcze zimniej. No ale właśnie w telewizorni zaczęły się „Gwiezdne wojny”. Bardzo chcę obejrzeć ten film. Chyba poczekam więc na przerwę reklamową. Psinka i tak nie wytrzyma dłużej niż trzy minuty. I to w ubranku. No ale jak się siedzi w ciepłym domu i to non stop pod kocykiem, to nawet kaftanik specjalnie nie pomaga na tę różnicę temperatur. Nie cierpię zimy. Nie cierpię mrozu i lodowatych wiatrów. Marzną mi nogi (szczególnie uda – choć pod spodnie zakładam rajstopy). Najgorzej znoszę jednak krótkie zimowe dni. Boleśnie znoszę mrok poranka (trudno mi wyjść z łóżka zanim się nie rozwidni – za to gdy się ściemnia o wpół do czwartej po południu najchętniej szła bym już spać). Na szczęście obowiązki mi nie pozwalają. Fajnie byłoby na te trzy zimowe miesiące wynieść się w inne klimaty. Cóż……. marzenie ściętej głowy.

Ale dosyć tego marudzenia. Zaczęła się przerwa reklamowa. Skorzystałam więc z okazji i wyskoczyłam z Psinką na dwór. Tak jak przewidywałam – jedno siknięcie i dyla do domu. Reklam ciąg dalszy trwa. Najbardziej cenię sobie w pilocie jeden guziczek – ten do wyłączania głosu. Super sprawa. Gdy nie słyszę o czym pieprzą aktorzy scenek mających mnie przekonać do tego czy owego mogę spokojnie patrzeć na ich idiotyczne miny i gesty.

Zdaje się, że nie był to najlepszy pomysł pisać tekst na blogu i jednocześnie oglądać tak interesujący film jak „Gwiezdne Wojny”. Coś na tym ucierpi.Albo będzie kiepski post, albo nie będę pamiętać połowy filmu. Jutro rano będzie sprawdzian.

Siedzę sobie w ciepełku, oglądam fajny film i odrywam się myślami do ludzi którzy gdzieś tam, w nieogrzewanej ruinie (szopie) usiłują przeżyć kolejną mroźną noc. Czy jutro z telewizji (internetu) znów się dowiemy o kolejnych śmiertelnych ofiarach zimy? Dwadzieścia siedem ofiar od listopada to dużo, czy mało? I ile jeszcze? Bo na dobrą sprawę zima dopiero się zaczyna. Czy ci ludzie muszą umierać? Czy nie da się tym śmierciom zapobiec? Niejeden powie, że ci ludzie są sami sobie winni skoro wybrali taki tryb życia czyli bezdomność. Na dobrą sprawę co my wiemy o tych ludziach poza tym co widzimy na pierwszy rzut oka- że  piją, żebrzą, są brudni i śmierdzą. Czy wybrali takie życie z własnej woli, czy życie ich do tego zmusiło? Jedni sami wybrali swój los – inni nie mieli wyboru. Tak, czy inaczej to są ludzie którzy żyją wśród nas. Kolejny rok gdy zaczyna się zima dowiadujemy się z mediów o jej śmiertelnych ofiarach. Czy da się temu zapobiec? Myślę, że gdyby samorządy wyciągnęły wnioski z tych ponurych statystyk to wielu ludzi udałoby się uratować. A może by tak wcześniej, przed nadejściem zimy przygotować dla tych ludzi noclegownie na większą skalę. Jakieś hale, świetlice. Wyposażyć w łóżka polowe albo materace. Dać coś do przykrycia. Żeby tylko w tych pomieszczeniach była dodatnia temperatura. Zachęcać tych ludzi do korzystania z noclegowni od samego początku nadejścia zimy, a nie jak teraz że zaczyna się szukanie ich po zimnych norach gdy śmierć zbiera już swoje zimowe żniwa. Mrzonki? Niekoniecznie. To jest do zrobienia tylko potrzeba odrobinę chęci i dobrej woli.

 

 

Reklamy