Boję się „powtórki z rozrywki”

Gdy jestem mocno sfrustrowana, to puszczam sobie z płyty mój ulubiony zestaw tang. Do tej pory mi to pomagało. Wsłuchana w melodie zapominałam o problemach a świat nabierał ciepłych barw. Ostatnio moje kochane tanga na mnie nie działają. Zatopiona w szarych myślach łapię się na tym, że ja ich po prostu nie słyszę. Martwię się. Boję się „powtórki z rozrywki” sprzed trzech lat kiedy to majster umówiony pięć miesięcy wcześniej wystawił mnie do wiatru. Tym razem po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na gościa gorąco polecanego przez moją znajomą którego dzieło miałam zresztą okazję u niej podziwiać. Umówiłam się z facetem co do terminu rozpoczęcia robót jeszcze w październiku ub. roku. Miało to być 1-go lipca. Zadzwoniłam do pana w zeszłym tygodniu, a on mi mówi że będzie tydzień poślizgu bo jeszcze ma coś tam do skończenia gdzie aktualnie robi. Nie ma sprawy. Ja rozumiem że jak się zaczyna tego typu robotę, to nie sposób precyzyjnie określić terminu zakończenia bo zawsze może coś dodatkowego wyskoczyć. Zgodziłabym się na jeszcze tydzień zwłoki, ale chcę być o tym uprzedzona. Byliśmy umówieni że wpadnie w tym tygodniu omówić harmonogram robót, a on milczy. Jak się tu nie denerwować. Jutro do niego zadzwonię.  Muszę przecież przygotować mieszkanie. Opróżnić szafy i regały, wszystko spakować i gdzieś poupychać. Częściowo jestem przygotowana, ale nie uśmiecha mi się żyć na kartonach gdyby poślizg się zwiększył. Mebli wynieść się nie da, więc chcę wiedzieć od którego pomieszczenia zacznie żeby było puste. Najbardziej przeraża mnie ta jazda z meblami z pokoju do pokoju. Ech. Jak bym tak miała ze dwadzieścia tys. więcej to wynajęłabym jakieś pomieszczenie na przechowanie mebli, sama wyniosłabym się do hotelu i tylko wpadała w charakterze inspektora nadzoru doglądać postępu robót. Cóż marzenie ściętej głowy.

Reklamy